Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brand. logo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brand. logo. Pokaż wszystkie posty

7 kwietnia 2010

Mądre dzieci znają marki

Po czym poznać błyskotliwego przedszkolaka? Po rozpoznawaniu brandów!

Co więcej, jak pokazuje najnowsze badanie naukowców z University of Madison-Wisconsin i University of Michigan, dzieci są nie tylko w stanie marki rozpoznawać, ale także...dyskutować na ich temat i posuwać się do osądów!
Przedszkolaki oceniają nie tylko produkty Disneya czy My Little Pony, ale nawet rzeczy firmowane markami nie do końca zorientowanymi na dzieci, jak na przykład Toyota.

Najciekawsze jest jednak to, że marki służą - zdaniem Anny McAlister i Bettiny Cornwell ("Children's Understanding of Brand Symbolism") - do opisywania rzeczywistości, nie jednak z lenistwa, na skróty, jak to robią dorośli, ale pomagają dzieciom poznawać i porządkować otaczający je świat w celach poznawczych.
Chodzi o kategoryzowanie produktów, wynajdywanie cech wspólnych.
Im dziecko bardziej błyskotliwe, tym szybciej nauczy się wiązać produkty, markę, reklamę (czyli markę obecną poza kontekstem produktowym - logotypy, billboardy) z...wartością dodaną! Będzie intuicyjnie wyczuwało, że produkty oznaczone określonym logo (a przypisane do konkretnej kategorii) są "lepsze", "bardziej wartościowe" od tych z innym logiem.
Warto wspomnieć przy okazji, że dzieci bardziej skupiają się na logo jako elemencie klasyfikującym, abstrahując często od samego produktu. Logo to prawdziwa wartość marki.
Przykładowo: marchewki z "M" McDonalda będą dzieciom bardziej smakować niż marchewki z warzywniaka na rogu. Postrzegając markę McDonald's jako zwiastuna , dzieci nie będą jednak domagać się (same z siebie) Bic Maców: wystarczy obrandowanie posiłków w domu!
Disney już wpadł na ten pomysł: linia "Disney Garden" to sałatki, czy pokrojone na ćwiartki jabłka (!!!), sprzedawane w opakowaniach z bohaterami kreskówek Disneya. Nie trzeba oczywiście dodawać, że jedno jabłko w kawałkach w woreczku z Disneyem kosztuje więcej niż kilogram normalnych jabłek, sprzedawanych na wagę?
Oczywiście, z punktu widzenia wypracowywania prawidłowych nawyków żywnościowych to świetna wskazówka dla rodziców. Szpinak z "McDonalda" na pewno dobrze smakuje.

7 marca 2010

Logorama - pamflet z drugim dnem

Agencja H5 (François Alaux, Hervé de Crécy i Ludovic Houplain) do tej pory tworzyła spoty reklamowe i teledyski. Nic nadzwyczajnego.

Im dalej, tym ciekawej - niektóre z ich prac były bowiem pokazywane w muzeach, np. Centrum Pompidou czy MoMA, a teraz, ich film - "Logorama", jest nominowany do Oscara (animowane filmy krótkometrażowe).

I chociaż tytuł nawiązuje do , to bardziej niż , jest on rzeczywistością alternatywną: przedstawia bowiem maksymalnie obrandowane Los Angeles. w filmowym LA niemal wszystko - ludzie, pojazdy, budynki, jest uosabiane przez loga brandów.

Mamy więc Ronalda McDonalda i ludzki Michelina. Inne brandy robią za "scenografię":Microsoft, Evian, Best Western, EMI, Domino's Pizza.
Wszystko to się składa na dystopijny obraz amerykańskiego konsumeryzmu, gdzie to nie my pożeramy hamburgery, ale one pożerają nas.

Oglądając przestrzeń publiczną polskich miast, "Logorama" nabiera innego, ostrzegawczego tonu - bardziej niż konsumeryzm w stylu Amerykanów, grozi nam zaśmiecenie miast logami brandów, które stają się naszą rzeczywistością.
I to jest właśnie najciekawsze. Przenosząc nieco "Logoramę" na polski grunt: tam brandy (poprzez nagromadzenie, spiętrzenie różnych logotypów), są po prostu wyśmiewane - a Amerykanie razem z nimi.
Pamiętajmy jednak, że -mimo wszystko - dla amerykańskiego konsumenta to spiętrzenie brandów jest naturalne, a przez to - umie się on, paradoksalnie, poruszać w tym markowym gąszczu. Ma w końcu GPS.

Polacy jeszcze takiego GPS nie mają - dla nas brandy (czy to w przestrzeni publicznej, czy w świadomości), to pewnego rodzaju znaki drogowe, które - ze względu na brak innych narzędzi nawigacyjnych - kierują naszymi ścieżkami.
I to całkiem dosłownie ("skręci pani w lewo za takim wieeeelkim plakatem Castoramy").

Czy "Logorama" ma szansę na Oscara? Jeśli zostanie odebrana jako krytyka amerykańskiego konsumeryzmu (jak też planowali twórcy) - to jak najbardziej.
Pamiętajmy, że Akademia lubi filmy pozornie , które - zwłaszcza w połączeniu ze złotą statuetką Oscara, w pełni oddają to, co nazywane jest American Way of Life...

28 czerwca 2009

Czy kolory są marce potrzebne?

Czytałam ostatnio, że przy projektowaniu logo kolor jest ostatnią rzeczą, którą bierzemy pod uwagę.
Czyli najpierw wymyślamy kształt, dopracowujemy detale, a dopiero potem nadajemy całości odpowiednie kolory.

Być może w przypadku samego loga rzeczywiście tak jest. Jednak jeśli podejść do tworzenia tożsamości firmy w sposób bardziej holistyczny: tworząc komunikat od podstaw, a nie naszywając nową łatę na stare ubranie, nie można się zgodzić na to, by kolor traktować po macoszemu.

Red Bull niedawno zarejestrował swoje unikatowe połączenie kolorystyczne. Biały i czerwony - jako kolory Coca-Coli - były wykorzystywane przez producentów innych napojów typu cola, z Hoop Cola czy Polo Cocktą na czele.
Przypadek? Skądże znowu. Po prostu dzięki Coca-Coli, połączenie bieli i czerwieni stało się synonimem coli, a nasz mózg automatycznie odczytuje ów komunikat, bez czytania samej treści napisu na butelce.

A propos coli. Wiemy, że Pepsi, w odróżnieniu od Coca-Coli, komunikuje na granatowo. Abstrahując od tego, że pewnie C-C oskarżyłoby Pepsi w wersji biało - czerwonej o naruszanie zasad konkurencji, granat u Pepsi jest też elementem odróżniającym ten napój.
Jest inną colą, nie Coca-Colą, bo jest granatowa.

Zresztą granat, podobnie jak fiolet (u Playa) to tzw. trudne kolory. Łatwiejsze są żółcie, zielenie, błękity (świetnie zgrali te kolory w tworzeniu identyfikacji wizualnej twórcy Naszej-klasy).
Pomarańczowy jest kolorem łatwiejszym, ale zwróćmy uwagę na Orange - przecież ta sieć de facto oparła swoją tożsamość na barwie. Nie chodzi tylko o logo i nazwę, ale także o pewne elementy wartości firmy, które są tożsame z tym, co komunikuje kolor pomarańczowy.
Świetny przykład spójności!

Play natomiast, mieszając trudny fiolet z uniwersalnym białym (który ożywił tę nieco przyciężkawą pierwszą barwę), od początku zaprezentował się jako przekorny i niebojący się wyzwań.

Mogłabym tak jeszcze długo i długo o kolorach. Chodzi mi przede wszystkim o to, że to owszem, ważne, jak nasze logo wygląda na wydruku w odcieniach szarości. Jednak nie możne być to najważniejszy element decydujący o jego projekcie, spychający kolor na ostatnie miejsce.
Kolor należy uwzględnić bowiem przy projektowaniu logo i ten komunikat, który wyrażamy za pomocą barwy, dodatkowo wzmocnić przez kształt. Dlatego logo musi być przemyślane pod względem kolorystycznym od możliwie wczesnej fazy projektowania. Nie może być na końcu jedynie pokolorowane.