Pokazywanie postów oznaczonych etykietą press release. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą press release. Pokaż wszystkie posty

23 lipca 2009

SMR to przeżytek - czas na TwittRelease

Social Media Release to w polskim Public Relations ciągle nowość.
Królują napisane nowomową notki, z których nic nie wynika, a które zalewają skrzynki dziennikarzy.

O ile indywidualizacja komunikatu staje się w miarę powszechna (przynajmniej w zależnościm od typu mediów), to pozostałe innowacje są wdrażane stopniowo.

Tymczasem, jak donosi Mashable, Muck Rack, agregator tweetów dziennikarzy w real time, stworzył "One Line Press Release Service", czyli liczącego 130 znaków press release'a.

Opłata? 1 dolar za znak. Jeśli chcemy oszczędzić, musimy być lapidarni.
Muck Rack nakłada jednak limit lapidarności - Twitterowa notka prasowa musi mieć minimum 50 znaków.

Notki-tweety będą umieszczane na specjalnej stronie notek prasowych Muck Racka, w jego kanale na Twitterze.
Do notki można dodawać hiperłącza - zarówno do stron, jak i do innych użytkowników Twittera,a także zamieszczać popularne Twitterowe tagi.

Mashable pyta jednak, po co płacić za umieszczanie tweetów, skoro można takie press release'y umieszczać na własnym profilu Twittera.
Owszem, w przypadku marek, których kanały na Twitterze mają wielu subskrybentów, Muck Rack może być tylko fanaberią.
Budowanie siatki kontaktów to jednak czas i pieniądze. Tymczasem Muck Rack może być szansą zarówno dla niewielkich firm, których nie stać na inwestycję w social media na wielką skalę.
Z drugiej strony - to także szansa dla "śpiochów", którzy przegapili czas tworzenia się Twittosfery i tamtejszej hierarchii.
W USA obecność na Twitterze brandów to już żadna innowacja, tylko rzecz oczywista.
Innowacyjne może być dopiero używanie mediów społecznościowych.

W końcu - Muck Rack może dać markom, które mają już ugruntowaną pozycję w Twittosferze, ostateczne potwierdzenie ich dominacji w tej przestrzeni.
Ważne jednak, że Muck Rack tworzy pewną odrębną, mini-Twittosferę, w której, do pewnego stopnia, panują zasady demokracji w rozumieniu arystotelejskim. O ile w zasadniczej Twittosferze dominuje politeja, w Muck Racku istnieje pewna szansa na "nowy start" - przynajmniej w ramach tego serwisu.

Co więcej, pamiętajmy, że serwis pierwotnie agregował tweety dziennikarzy.
Wytworzona dzięki temu pewna percepcja "wiarygodności" wśród odbiorców, przeniesie się także na tweety PR-owców.

23 maja 2009

Marka zwerbalizowana

O ile visual identity jest przyjmowana jako oczywista oczywistość, to z verbal identity sprawa nie jest już tak prosta.
Zaniedbania w tej kwestii są równie rażące, ale - o zgrozo - rzadziej wykrywalne.

Na czym polega tożsamość werbalna?
a.na używaniu jednej czcionki
b.na spójności komunikatów (tzn. jak powiedzieliśmy "A" to sie tego trzymamy)
c.na zatrudnianiu jednego rzecznika prasowego i wyznaczenie go na jedyną osobę, która może rozmawiać z mediami.
d.używaniu tylko jednego claimu (Tchibo - podaj to, co najlepsze)

Na żadnym z powyższych. Przynajmniej nie do końca.
Tożsamość werbalna to bowiem trzymanie się pewnego decorum - i to nie tylko przy tworzeniu notek prasowych, ale także przy elemantach budujących markę, w tym komunikacji wewnętrznej.
W dobie keywordsów dobrze opracowana tożsamość werbalna przełoży się na wysoką pozycję w wyszukiwarce.

Oczywiście, mówienie formułkami prosto z gotowych schematów komunikacyjnych nie wpływa dobrze na wizerunek marki.
Ważne, by zarówno prezes, jak i sprzątaczka, mówili to samo, ale innymi słowami.
Ogólny poziom i styl komunikatów werbalnych nie powinien być ściśle związany z konkretnym rzecznikiem czy PR-owcem. Oni przychodzą i odchodzą, firma zostaje.
Pewne odstępstwa od tej zasady są dopuszczalne w przypadku charyzmatycznego prezesa, ale w tym kontekście będzie on bardziej marką niż sobą samym. Jego charakterystyczny język będzie należał do tożsamości marki.

Natomiast wysyłanie - w zależności od dnia i natroju tworzącego je PR-owca - zróżnicowanych pod wpływem stylu i tonu wiadomości ogólnych (adresowanych do większości mediów, klientów itd., a nie mediów z wąskich nisz), jest mniej więcej takim grzechem komunikacyjnym, jak malowanie własnego logo w kolorach konkurencji.